WIERZĘ PRZEDE WSZYSTKIM W ZWYCIĘSTWO

Szybkość zadawania ciosów, technika, bardzo dobry lewy prosty, świetna praca nóg, odporność na ciosy, wytrzymałość – w ten sposób wylicza się Pańskie atuty… Wystarczy to Pana zdaniem na Witalija Kliczko? Nie słynie Pan z nokautującego ciosu.

Pierwsza sprawa – nokautujący cios ma niewielki procent bokserów. Druga – nie w każdej walce bokser może znokautować. Wystarczy popatrzeć na Kliczko i jego walkę z Amerykaninem Shannonem Briggsem. Chociaż go obijał, nie mógł czysto trafić.

Jeżeli zadam czysty cios, to i ja przewrócę dużego faceta. Przecież pokazałem już, że można. Jednak, rzeczywiście, nie jestem typem boksera z nokautującym ciosem i nigdy już nim nie będę. Ale mam inne atuty, które pozwalają mi zwyciężać i równocześnie prezentować dobrą taktykę i ładny dla oka boks.

Ćwiczy Pan siłę uderzenia?

Ćwiczę dynamikę. Skupiam się na tym, by ciosy, jak to potocznie określamy w boksie, „podcinały nogi” czy „odcinały prąd”. Muszę zadawać je bardzo luźno i z dużą szybkością. Nie mogę nastawiać się na cios nokautujący, bo wówczas nigdy nie wyjdzie. Ci, którzy mówią, że wygrają w drugiej, czwartej czy dziesiątej rundzie, rzucają słowa na wiatr. Ten cios wychodzi, zanim się zastanowisz. Cios „z luzu”, lekki, szybki, podcina nogi i zwyciężasz przed czasem.

Dostrzega Pan w tej walce choćby minimalne szanse na obalenie doktora Kliczko? Ostatnie walki – z Jasonem Estradą, Chrisem Arreolą, Michaelem Grantem i Kevinem McBridem, z wyjątkiem Andrzeja Gołoty – wygrywał Pan na punkty.

Wierzę przede wszystkim w zwycięstwo i z taką wiarą wchodzę na ring. Bóg pozwala mi uprawiać ten sport już tyle lat i zwyciężać. Z wiarą w wygraną wejdę też na ring 10 września. Wiem, że będzie to ciężka walka, bo Witalij Kliczko to wielki mistrz wagi ciężkiej i czuję do niego duży respekt. Jest na samej górze, ale i ja poznałem smak mistrzostwa w dwóch innych kategoriach wagowych i nie mam nic do...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: