Rodzinne kadry z sypkiej Warszawy

Z globalnego tygla

Sierpień i wrzesień to czas szczególny. Wspominamy bohaterskich powstańców, bestialskie zbrodnie niemieckiego okupanta, ofiary cywilne wojny. Wojny mającej zaprowadzić zgodnie z zamysłem Adolfa Hitlera nowy porządek z nieograniczonym lebensraumem. W sierpniu i wrześniu centrum globalnego tygla jest Warszawa, bijące serce państwa, którego znowu miało nie być. Warszawa z jej rodzinami, ulicami, grobami i miejscami pamięci. „Sypka Warszawa”, „Warszawa ma”. Czas pędzi na złamanie karku, nie ma już tamtego miasta i tamtych ludzi. Rozsypali się wraz ze swoimi domami. Nie, nie do końca. Są jeszcze wspomnienia. Jest rok 1936, 22-letnia Janka zostaje sama z trójką młodszego rodzeństwa. Cztery siostry. Najmłodsza z nich ma 10 lat. Rodzice zmarli jedno po drugim. Oboje w sile wieku, nieznacznie po czterdziestce. Najpierw matka, Marianna, trzy miesiące później z rozpaczy umiera ojciec, Adam. Janka z poświęceniem zajmuje się siostrami, pomaga jej rodzina zmarłej matki, ale łatwo nie jest. Dziewczynki skarżą się, że rodzice przychodzą do nich w nocy. Boją się. Czas pokaże, że to nie zmarłych trzeba się bać, ale na razie każde poruszenie firanki jest interpretowane jako odwiedziny z zaświatów. Na zdjęciu zrobionym po pogrzebie ojca Janka wygląda na zdecydowanie starszą, niż jest. Czarny welon, toczek, ciemne włosy splecione na karku. Melancholijny wzrok. Ładna, ale to nie jest twarz dwudziestokilkulatki. Jedna z ciotek szybko znajduje jej kandydata na męża, wszyscy dookoła
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze