Głos z lochów Szlisselburga

fot. arch.
Całym sobą ukochał ideę wolnej Polski i dla niej gotów był oddać życie. To jeden z największych w naszej historii męczenników narodowej sprawy, niezłomny żołnierz Księstwa Warszawskiego i pułku czwartaków, założyciel Towarzystwa Patriotycznego, który przeżył niemal pół wieku w więzieniach i twierdzach jako ofiara carskiego despotyzmu.

W czasie powstania listopadowego Walerian Łukasiński wtrącony został na 37 lat do lochów osławionego wówczas w całej Rosji, a może nawet i w całej Europie, Szlisselburga. Tam też zakończył swój żywot, pozostawiając po sobie „Pamiętnik” – głęboko wstrząsające świadectwo wielkiej odwagi, bezgranicznej miłości ojczyzny, rzeczowego i wnikliwego osądu historii oraz chrześcijańskiej pokory w akcie przebaczania swoim oprawcom. Łukasiński nie sądził, że jego wspomnienia ujrzą  kiedykolwiek światło dzienne. Więzienny „Pamiętnik” odnaleziony został jednak po 100 latach w moskiewskim Centralnym Archiwum Historycznym przez prof. Rafała Gerbera i opublikowany w 1960 r. Tak więc głos dochodzący z twierdzy szlisselburskiej nie pozostał bez echa dla następnych pokoleń Polaków.

W podziemiach Szlisselburga
Po upadku powstania styczniowego do Szlisselburga trafił Polak Bronisław Szwarce. Któregoś razu wyprowadzany do łaźni ujrzał postać siwiuteńkiego starca w szarym aresztanckim chałacie, postać, która „przesunęła się raz w półcieniu korytarza i znikła na wieki”. Widział ją może przez ułamek sekundy. „Kto to był? – sam siebie pytał Szwarce. – Rysów o kilka kroków rozpoznać nie mogłem, bo wzrok mam nader krótki, a żołnierz mię natychmiast wepchnął do pustej celi, bym się z towarzyszem niedoli nie spotkał. Ale sądząc po napisach ołówkiem  na marginesach książek, był to Polak, nasz, prawdopodobnie z 1831 r. […] Pozwalali mu czasem włóczyć się po twierdzy, po zamku – i takem go spotkał. On mnie prawdopodobnie nawet nie zauważył; na chwilę zetknęły się dwa pokolenia wiekowej naszej, nieustającej...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: