Bitwa germańsko-osmańska

W Europie żyje dziś około 5 milionów Turków. Połowa z nich jest uprawniona do głosowania. To o wsparcie tej grupy przed kluczowym dla Recepa Tayipa Erdoğana referendum konstytucyjnym zabiegali ministrowie tureckiego rządu na spotkaniach z rodakami w Niemczech i Holandii. Wiemy już, jaki był finał tych występów na wyjeździe. Dyplomatyczny skandal i porażka. Nie, nie tylko strony tureckiej.

Sytuacja przedstawia się tak: drugie najsilniejsze państwo NATO jest w stanie werbalnej wojny z przywódcami Niemiec, mniejsza o Holandię. Niewykluczone, że z płaszczyzny słownej spór rozleje się kolejną falą migracji, a nawet konfliktem wewnątrz Sojuszu Północnoatlantyckiego. Pierwsze symptomy takiego scenariusza już za nami. 15 marca szef tureckiej dyplomacji Mevlüt Cavusoǧlu zagroził wypowiedzeniem porozumienia w sprawie uchodźców zawartego rok temu między Ankarą a państwami UE, jeżeli Unia nie przystanie na zniesienie wiz dla tureckich podróżnych. Następnie Süleyman Soylu, minister spraw wewnętrznych Turcji, w rozmowie z państwową agencją prasową ANADOLU w nocy z 16 na 17 marca zapowiedział: „Jak chcecie, wyślemy wam każdego miesiąca 15 tys. uchodźców, obyście się nie zdziwili”. Soylu nie omieszkał odnieść się przy okazji do zatargu z holenderskimi i niemieckimi władzami: „Czy zmiany dotyczą konstytucji Niemiec czy Holandii? Co was to obchodzi? Dlaczego się mieszacie? Czyżbyście przyjęli Turcję do Unii Europejskiej? A może wspieraliście nas w walce z terrorem?”. Pytania były retoryczne, a każde z nich niczym uderzenie jataganem o kopułę Reichstagu. Miało zaboleć i przestraszyć, a nic tak aktualnie zachodu Europy nie przestrasza, jak wizja kolejnych milionów uchodźców u bram. Dwa dni po deklaracji ministra Soylu, media niemieckie zaktywizowały się znowu na odcinku „uchodźczym”, meldując, że liczba imigrantów docierających do europejskich wybrzeży… podskoczyła.

„Faszystowska Europa”
Jeszcze zanim padły groźby ze...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: