Azjatyckie spojrzenie na Trumpa

W wielu krajach azjatyckich, m.in. w Japonii, Korei Płd. czy na Tajwanie, wypowiedzi kandydata republikanów na prezydenta Stanów Zjednoczonych w trakcie kampanii budziły niepokój. Po wygranej Trumpa jego pierwsze oświadczenia, nominacje i nazwiska na liście osób, które mogą znaleźć się w administracji, dały nadzieję rządzącym w krajach Dalekiego Wschodu, że współpraca z nowym prezydentem nie musi być taka trudna, jak się obawiano. Niezadowolony z wyboru pozostaje Pekin, który nawet w ostatnich godzinach kampanii próbował przekonywać Amerykanów pochodzenia chińskiego, by głosowali na kandydatkę demokratów.

Japonia czuła się do tego stopnia zaniepokojona wypowiedziami Trumpa w czasie kampanii, że tydzień przed wyborami w USA będący w rękach Japończyków dziennik „Financial Times” („FT”) opublikował artykuł pt. „Przy swoich słabościach Clinton jest najlepszą nadzieją”. Było to poparcie dla kandydatki demokratów. Według „FT” Hillary Clinton to osoba kompetentna, podczas gdy walczący z nią o prezydenturę Trump to bufon, który tylko tworzy podziały.
Co ze „zwrotem ku Azji”?
Tym, co zaalarmowało władze w Tokio, były sugestie kandydata republikanów, że wojska amerykańskie mogą wycofać się z Azji. To tu armia USA wraz ze swoimi sojusznikami, m.in. Japonią i Koreą Południową, stanowi przeciwwagę dla rosnących w siłę Chin. Premier Japonii, Shinzo Abe, stoi na stanowisku, że izolacjonizm amerykański doprowadzi do chińskiej dominacji w regionie.
Trump zadziwił także Tokio, mówiąc, że Japonia powinna więcej płacić za amerykańskie bazy w Kraju Kwitnącej Wiśni. Już teraz jest to około 2 mld dolarów rocznie, co pokrywa połowę kosztów stacjonowania wojsk amerykańskich w tym kraju.
Ponadto Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone nie przystąpią do Partnerstwa Transpacyficznego (TPP), wielostronnej umowy regulującej zasady handlu przez 12 krajów w całym regionie Azji i Pacyfiku. Zawarcie umowy, które nastąpiło w październiku...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: