„Wielka Ameryka” Trumpa będzie najlepszą przeciwwagą dla Rosji

Nikt nie szanował Baracka Obamy. Nikt. To był najgorszy i najsłabszy prezydent w historii Stanów Zjednoczonych. Cały świat stał się przez niego bardziej antyamerykański – z Matthew Tyrmandem, ekonomistą i uczestnikiem kampanii wyborczej Donalda Trumpa, rozmawia Wojciech Mucha.

Czy jest Pan zdziwiony zwycięstwem Trumpa?
W żadnym wypadku. Wiedziałem od wielu miesięcy, że to tak się skończy. Wiedziałem to pomimo tego, że wielu ludzi, w tym sama Hillary Clinton, przekonywało, że bój z Donaldem Trumpem to będzie najłatwiejsza z przepraw.
Niby skąd Pan to wiedział?
Wiedziałem, że Trump wygra, bo te wybory to był sprzeciw wobec obecnego establishmentu politycznego. Hillary Clinton pokonaliby i Trump, i Ted Cruz, i każdy polityk „niekarierowicz”. Cały świat widział, jak była skorumpowana, jak zła, jak zawiodła Amerykę na tak wielu polach. Przewidywałem to, pisałem o tym w polskich mediach.
Media w Stanach biją się w piersi. Nie przewidzieli tego, co się stanie. Nie sądzili, że zwycięstwo Trumpa jest możliwe.
Walczyli do końca. Walczyli tak mocno i tak zacięcie o zwycięstwo Clinton, bo wiedzieli, że mogą stracić wpływ na rzeczywistość. Media w USA były w jednym układzie z władzą, to trwało latami. Media wyznaczały polityków, politycy współpracowali z mediami i to trwało.
I Trump w to wszedł.
Tak. Zaczął porozumiewać się z ludźmi bez pośrednictwa mediów – poprzez internet, media społecznościowe. Nie miał tej bariery niedostępności już na wejściu. Co więcej – wszedł jako outsider, po czym zmienił się w showmana. I główne media nie mogły go przemilczeć.
No, ale czy musiały pokazywać to, co robi, gdzie jest?
Musiały, bo ludzie chcieli to widzieć, byli tym zainteresowani. I musiały pokazywać jego program, idee, słowa. Musiały znosić, gdy chłostał establishment, tę „klasę waszyngtońską”. A on równocześnie bez ich pomocy porozumiewał się z ludźmi na przykład za pomocą Facebooka. I dlatego kłamali na...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: