By przestali być Wyklęci

Na ziemi lubawskiej, gdzie po 1945 r. działało silne podziemie antykomunistyczne, nadal obok siebie żyją rodziny partyzantów Ruchu Oporu Armii Krajowej i ich dawnych oprawców – ubeków, milicjantów, ormowców. Brak dekomunizacji po 1989 r. skutkował tym, że środowiska komunistyczne zachowały swoje wpływy. „Nowe pokolenie UB” pełni ważne funkcje choćby w administracji publicznej czy lokalnych samorządach i nadal upokarza rodziny Żołnierzy Wyklętych, odmawiając im prawa do godności, do upamiętniania swoich bliskich.

Batalion Pomorski kryptonim „Znicz” sformowany jesienią 1945 r. przez kpt. Pawła Nowakowskiego „Łysego”, „Kryjaka”, w czasie okupacji niemieckiej komendanta Obwodu Działdowo AK, był największą formacją należącą do struktur Ruchu Oporu Armii Krajowej. W oddziałach partyzanckich walczyło z bronią w ręku ponad 350 umundurowanych, jawnie występujących żołnierzy, co najmniej drugie tyle ludzi wspierało oddziały partyzanckie w siatkach terenowych. Batalion „Znicz”, o którym już pisałem w trzecim numerze „Nowego Państwa” z 2016 r., powstał na pograniczu trzech województw: pomorskiego, warszawskiego i olsztyńskiego, prowadził działalność zbrojną na rozległym terenie powiatów brodnickiego, lubawskiego (Nowe Miasto Lubawskie należało wówczas do tego powiatu) i rypińskiego (województwo pomorskie); działdowskiego, mławskiego, ciechanowskiego i sierpeckiego (województwo warszawskie); nidzickiego i ostródzkiego (województwo olsztyńskie).
Kapitan „Łysy” nie chciał szafować życiem młodych ludzi, początkowo był przeciwny temu, by walczyć z nowym okupantem. Rozkaz o formowaniu batalionu wydał dopiero w sytuacji bez wyjścia, kiedy bolszewicy za samą współpracę z AK wywozili ludzi na Syberię, kiedy represje były trudne do zniesienia i trzeba było bronić się przed zagładą. Wkrótce po przejściu frontu do miasteczek, wiosek nad Drwęcą, Welem, Wkrą zwieziono absolwentów szkoły NKWD w Lublinie, milicjantów.

Wolna kraina...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: