Z ubogiej szopy po Nobla

PAP/CTK
„Największym odkryciem Piotra Curie była Maria Skłodowska. Jej największym odkryciem była promieniotwórczość”.
Frederick Soddy


Pewnego dnia, gdy Maria była jeszcze dzieckiem, stanęła oczarowana przed gablotą pełną przedziwnych przedmiotów: leciutkich wag, szklanych tubek, próbek minerałów… Wśród tych wszystkich osobliwości najbardziej zachwycił ją elektroskop. Ojciec wytłumaczył jej, że są to „przyrządy fizyczne”, a nazwę tę zapamiętała na zawsze. Był to jakby moment dziecięcej inicjacji w świat nauki, mający pochłonąć Marię bez reszty. Przyszła bowiem na świat w rodzinie, w której obok miłości do ojczyzny naukę ceniono szczególnie. Już jej dziadek Józef Skłodowski – nauczyciel z powołania, pasjonat nauk przyrodniczych i zapalony bibliofil – podczas powstania listopadowego walczył w artylerii, a schwytany przez Rosjan, musiał przemaszerować boso ponad dwieście kilometrów do obozu. Ojciec Marii przeżywał głęboko narodowy dramat i zawsze starał się wpajać swym dzieciom patriotyczne uczucia.

Ambitna panna Skłodowska
Mania chodziła do szkoły pani Sikorskiej, która, aby wywieść w pole carskich urzędników, wprowadziła w życie podwójny plan lekcji. Uczniowie wiedzieli, że zamiast „botaniki” będzie historia Polski, a na lekcji „języka niemieckiego” – ojczysta literatura. Byli też przygotowani na nagłą inspekcję i po usłyszeniu ostrzegawczego dzwonka natychmiast chowali polskie podręczniki.
Władysław Skłodowski – ojciec Marii, uzdolniony matematyk i fizyk – był wówczas wicedyrektorem gimnazjum na Nowolipkach i prowadził też tajne komplety, co ostatecznie zakończyło się zwolnieniem z pracy i utratą mieszkania. Miał wtedy na utrzymaniu pięcioro dzieci i ciężko chorą na gruźlicę żonę. Postanowił więc otworzyć prywatną szkołę z internatem dla chłopców. Jeden z nich dostał tyfusu, a od niego zaraziły się Zosia i Bronia. „Okropne były to tygodnie! Tu dogorywająca matka usiłowała […] stłumić coraz...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: