Na podsłuchu i z nożyczkami w głowie – wolne media po niemiecku

Od początku lat 90. polski rynek mediów, zwłaszcza prasy, przyciągał zagranicznych inwestorów. Obecnie szacuje się, że 26 lat od tzw. transformacji 76 proc. mediów w Polsce należy do kapitału zagranicznego, głównie do koncernów niemieckich. Pamiętając, że to właśnie nasi najbliżsi zachodni sąsiedzi szczególnie upodobali sobie polski rynek wydawniczy, rozpoczęliśmy w „Nowym Państwie” cykl poświęcony niemieckim potentatom branży wydawniczej. Przyglądamy się w nim historiom klanów, które aktualnie nie tylko rozdają karty w samych Niemczech, lecz także przejawiają wzmożoną aktywność na rynkach międzynarodowych, w tym w Polsce; opowiadamy o aferach ze styku polityki i branży mediów, staramy się przybliżyć strukturę, genezę i głównych graczy rynku wydawniczego w Niemczech. Rynku, który mimo swojej niewątpliwej atrakcyjności dla inwestycji z zewnątrz pozostaje hermetyczny i tym samym niedostępny dla działań, jakie w Polsce z oficjalnie nieznanych przyczyn są na porządku dziennym. W tym numerze „Nowego Państwa” akcent kładziemy na wolność słowa i mediów w samych Niemczech. Rok 2016: po feralnej nocy sylwestrowej w Kolonii media publiczne w Niemczech przez kilka dni nabierają wody w usta. Tylko dzięki determinacji internautów sprawa zostaje nagłośniona. Automatycznie pada pytanie, czy milczenie głównych stacji przypadkiem nie wynikało z ich uległości wobec rządu federalnego. Trzy tygodnie później krytyczna wobec polityki migracyjnej Berlina partia AFD zostaje
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze