Berlin zafundował Niemcom puszkę Pandory

Edmund Stoiber, honorowy przewodniczący CSU i były premier Bawarii, słynie z kwiecistego, ciętego języka. Zdarzają mu się lapsusy, szaleńcza pogoń myśli przechodząca w bełkot itd., do czego Niemcy już zresztą przywykli, traktując Stoibera i jego tyrady z przymrużeniem oka. Kilka lat temu nerwowy Bawarczyk wzbudził salwy śmiechu opowieścią o tym, jak jego żona „robi to z ogrodnikiem”, a porywające owce i kury bawarskie niedźwiedzie dzielą się na „normalne, szkodliwe i problematyczne”. Tym razem Edmund Stoiber powiedział jednak coś, co wielu jego mniej ekspresyjnym rodakom nie przejdzie przez gardło, ale ciśnie się na usta: islam nie należy do Niemiec. O tym, że jest inaczej, nieraz przekonywała Angela Merkel. Dziś osamotniona w swoim naiwnym podejściu do kwestii imigranckiej zbiera cięgi z kilku stron. Słusznie. Za nieroztropne decyzje trzeba zapłacić. Szkoda tylko, że to nie jej przyjdzie uiszczać ewentualną dżizję. Potencjalni żołnierze Państwa Islamskiego ścigani w Berlinie, molestowanie seksualne dzieci i kobiet w ośrodkach dla uchodźców, tabuny salafitów czatujących pod przejściowymi obozami dla muzułmańskich imigrantów, by wręczyć im Koran i porozmawiać o wielkim dżihadzie. To takie doniesienia, a nie obrazki matek z dziećmi, zdominowały w ostatnich dniach dyskusję o zagrożeniach związanych z niekontrolowanym już napływem (w większości muzułmańskich) imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu do Niemiec. – Pani kanclerz, mam dla pani wiadomość. Większość
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze