Z globalnego tygla

Dodano: 02/05/2015 - Numer 4 (110)/2015

Przed niemiecką premierą książki Jürgena Rotha „Verschlussakte S.” (w Polsce książka ukaże się pt. „Tajne akta Smoleńsk”) wielokrotnie padało pytanie, czy ta publikacja może zmienić podejście niemieckiego społeczeństwa do katastrofy smoleńskiej. Czy znieczuleni prokremlowską propagandą Niemcy będą w ogóle skłonni wziąć tę książkę do ręki. Od premiery mija właśnie miesiąc i można już wyciągnąć pierwsze wnioski. Jeden z nich: Roth się myli. Myli się, twierdząc, że niemieckie media w przeciwieństwie do tych polskich są bardziej bezstronne, dociekliwe, niezależne, mniej upolitycznione. Oficjalny, przyjęty za pewnik już pięć lat temu przez większość niemieckich gazet i stacji telewizyjnych scenariusz katastrofy smoleńskiej nie lubi konkurencji. A dziennikarze, którzy w 2010 r. bez oporu przyjęli wersję rosyjską – nie polubią książki Rotha. Nie zapałają do niej miłością również ośrodki władzy w Berlinie. Powodów jest kilka, ale sprowadzają się do jednego zasadniczego: okulary, przez które w Berlinie, Hamburgu, Monachium patrzy się na Rosję, są w dalszym ciągu różowe. Źle, gorzej, fatalnie... o, widzę poprawę W marcu br. na stronie internetowej niemieckiego MSZ-u zaktualizowano informacje dotyczące Polski. W zakładce poświęconej stosunkom polsko-rosyjskim czytamy: „pozytywną oznaką polepszenia relacji [Polski i Rosji – przyp. aut.] była obecność premiera Władimira Putina w Gdańsku 1 września 2009 r. na uroczystościach upamiętniających 70. rocznicę wybuchu II wojny
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze