Piekło na ziemi nie złamało samurajów

Dodano: 02/04/2015 - Numer 3 (109)/2015

13 marca 2011 r., dwa dni po trzęsieniu ziemi i tsunami, które nawiedziły północno-wschodnią Japonię, i kiedy już było wiadomo, że doszło do emisji substancji promieniotwórczych z elektrowni jądrowej Fukushima, dzwoniliśmy do naszej rodziny w Japonii i staraliśmy się ją przekonać, aby opuściła kraj na jakiś czas i przyjechała na Tajwan. Od każdej rozmawiającej z nami osoby bez względu na jej wiek słyszeliśmy jedną odpowiedź: „Nie mogę opuścić mojego kraju w takim momencie”. Podobne doświadczenie opisuje Marie Mutsuki Mockett, amerykańska pisarka, która spędziła wiele lat w Kraju Kwitnącej Wiśni, skąd pochodzi jej mama. W książce pt. „Gdzie zatrzymali się zmarli, a Japończycy mówią do zobaczenia” Mockett opisuje, jak błagała swojego kuzyna, aby opuścił rodzinne strony znajdujące się nie tak daleko od feralnych reaktorów jądrowych. On jednak wymieniał liczne powody, dla których nie mógł tego zrobić. „Potem wreszcie mówi: »Nie boję się umrzeć«. I naprawdę, co możesz powiedzieć komuś, kto nie boi się śmierci?” – pisze autorka. Obserwując Japonię i jej mieszkańców w tamtych marcowych dniach 2011 r., widzieliśmy kraj, w którym wygrało poczucie jedności i solidarności, i ludzi, którzy zachowali równowagę wobec ogromnych przeciwności losu. Lokalne społeczności w obliczu zbyt wolnych i często nieudolnych działań rządu organizowały się same. To z pewnością uchroniło Japonię przed jeszcze większym chaosem. Piekło na ziemi To, co przyniosła natura, było już
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze