Z globalnego tygla

Dodano: 27/02/2015 - Numer 2 (108)/2015

– To konieczne. Po sąsiedzku rozgrywa się konflikt zbrojny, a jego finał trudno przewidzieć. Nie możemy po prostu siedzieć i patrzeć. Członkostwo w NATO jest bardzo cenne, ale my sami też musimy być przygotowani na obronę naszego państwa. A do tego potrzeba odpowiednio wyposażonej armii – to słowa Klausa Iohannisa, zaprzysiężonego trzy miesiące temu prezydenta Rumunii. W ten sposób odpowiedział na pytanie austriackiego dziennikarza: „Czy aby na pewno Rumunia może sobie w obliczu kłopotów finansowych w poszczególnych sektorach pozwolić na przeznaczenie 2 proc. PKB na obronę”. Przypomnijmy: Rumunia zajmuje drugie miejsce w UE pod względem biedy, płaca minimalna w tym państwie wynosi 250 euro. W „tonącej” Grecji – 750 euro. Przyjrzyjmy się nowemu prezydentowi Rumunii, Klausowi Iohannisowi. Warto. Jest rok 2007, w położonym w sercu Siedmiogrodu Sybinie (niem. Hermannstadt) zgiełk, imprezy, koncerty, wizyty artystów z całego świata. Ten rok jest szczególny – Sybin pełni honory kulturalnej stolicy Europy. – Pan będzie prezydentem Rumunii! Poznałem w życiu setki polityków i wiem, jak wygląda przyszły prezydent! – z szelmowskim uśmiechem zwraca się do mera miasta Klausa Iohannisa hiszpańska gwiazda estrady Julio Iglesias. Klaus Iohannis odwzajemnia uśmiech. Siedem lat później skromny belfer podbija Bukareszt, deklasuje politycznego wyjadacza Victora Pontę i zostaje pierwszym w historii Rumunii prezydentem pochodzenia niemieckiego. I jak tu nie wierzyć gwiazdom?
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze