Z globalnego tygla

W 1782 r. Michel-Guillaume-Jean de Crèvecoeur, amerykańsko-francuski pisarz, w eseju „Listy od amerykańskiego farmera” po raz pierwszy użył słowa „tygiel narodowości”. Zrobił to w odniesieniu do procesu krystalizacji wspólnej tożsamości narodowej Amerykanów. Renesans tygla nastąpił 126 lat później, gdy pojawił się w sztuce teatralnej Israela Zangwilla, potomka rosyjskich Żydów przybyłych do Londynu pod koniec XIX wieku. W XXI wieku tygiel zmutował w multi-kulti. Dziś mimo rażących dowodów na zawodność tego modelu, na jego utopijny charakter, wciąż w środowiskach postępu cieszy się ogólnym szacunkiem. To nie multi-kulti jest złe, ale jego wypaczenia... Skąd my to znamy. Założenie tygla było takie – przedstawiciele różnych narodów i wyznań mieszali się ze sobą, oddając pewne swoje właściwości, lecz także ubogacając tak powstałą miksturę charakterystycznym dla danej grupy kolorytem. Efektem końcowym (zresztą typowym dla USA) był model integracji, w którym imigrant współistnieje z ludnością rdzenną, zachowując jednak pewne uprawnienia na poziomie kulturowym i obyczajowym. Szczegóły tego modelu, jego potencjał i wpływ na dzisiejsze USA przystępnie tłumaczy w wywiadzie rzece o. Samir Khalil Samir SJ, profesor Uniwersytetu św. Józefa w Bejrucie („Islam. Sto pytań”, Giorgio Paolucci, Camille Eid, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 2004). Ale są i inne modele integracyjne – asymilacja i wielokulturowość, przy czym i jeden, i drugi to utopia. Asymilacja żąda całkowitej
     
21%
pozostało do przeczytania: 79%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze