Islam i my. Europo, zmień tabletki

Dodano: 01/02/2015 - Numer 1 (107)/2015

O tym, że polityka appeasementu nie popłaca, Europa przekonała się ostatnio po rosyjskiej aneksji Krymu. Nie po raz pierwszy, ale i tak zdumieniu nie było granic. W 1523 r. ta sama, choć 500 lat młodsza, Europa przez swoją lekkomyślność i krótkowzroczność straciła Rodos. Twierdza przeszła w ręce otomanów. Nikt z europejskich możnych nie kiwnął palcem, by pomóc rezydującym tam od przeszło 200 lat joanitom w walce z muzułmańskim najeźdźcą. Wtedy też były interesy, układy, zależności. Francja miałaby co opowiadać. A.D. 2015 po atakach islamskich terrorystów w Paryżu na nowo odżył temat islamu, tego, czy jest dla nas niebezpieczny, i jeżeli tak – na ile. Znawca tematu, o. Samir Khalil Samir, zwrócił kiedyś uwagę, że gdy prorok Mahomet czuł się silniejszy, atakował nowe plemię, podbijał je i zmuszał do płacenia kontrybucji. Gdy ocenił, że dysponuje tą samą siłą, co przeciwnik, zawierał z nim przymierze. Gdy był słabszy, unikał konfrontacji. Ta taktyka się nie zdezaktualizowała. Pytanie retoryczne: jakim przeciwnikiem dla świata islamu jesteśmy dziś my, dzieci postchrześcijańskiego ładu? Powiedzmy sobie otwarcie: islam (nie tylko islamski fundamentalizm) jest dla Europy wielowymiarowym zagrożeniem, ale nie jest zagrożeniem jedynym, wojna na Ukrainie uświadomiła nam to bardziej niż dosadnie. Tylko że generalnie żadne zagrożenie nie bierze się z powietrza, islamski terroryzm i putinowska agresja nie powstały przez noc, ale dojrzewały. Nierozsądna polityka
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze