Politycy, obywatele, tłum

Realna opozycja tkwi bez końca w politycznym czyśćcu. Niemożność przejęcia przez nią władzy w trybie normalnej praktyki demokratycznej, mimo oczywistych frustracji Polaków, to problem wciąż dyskutowany. Niepowodzenia wyborcze można i należy wyjaśniać, opierając się na realiach systemowych praktyki politycznej w Polsce, ale nie można usprawiedliwiać iluzji i zaniechań.

Wolałbym uniknąć przykrego nieporozumienia. Od razu wyjaśniam, że tezą tego szkicu nie jest brak politycznego profesjonalizmu w Prawie i Sprawiedliwości. Próbuję pokrótce przemyśleć problem: dlaczego od lat spotyka realną opozycję szereg niepowodzeń w zabiegach o władzę, chociaż dość oczywiste wydaje się, że to właśnie politycy ze stronnictwa przemian są lepiej niż ośrodki rządzące przygotowani do rozwiązywania strategicznych problemów kraju, który przez siedem długich lat pod rządami Platformy Obywatelskiej coraz bardziej oddalał się od koniecznych standardów demokracji, innowacyjności, merytokracji, sprawnego zarządzania, wolnej przedsiębiorczości, marnując lwią część swego potencjału rozwojowego.

Polityka lotnych piasków
Naprawa Rzeczypospolitej powinna rozpocząć się bezzwłocznie, a jest to praca herkulesowa i ze względu na skalę kolonialnych zaszłości, których konsekwencje mentalne, polityczne, gospodarcze w ostatnich latach biją w oczy, i ze względu na liczebność, operatywność, determinację grup zainteresowanych kontynuacją aktualnego stanu rzeczy. „Trzymilionowa armia pasożytów trzyma u władzy Tuska i PO” – napisał kiedyś Stanisław Janecki.
Uprzedzam wątpliwości: czy wolno mówić w dzisiejszej Polsce o jakichś „kolonialnych zaszłościach” – zamiast wysławiać błogosławieństwa integracji europejskiej i podziwiać cuda sprawione przez fundusze unijne? Sądźmy po owocach uprawianą przez szereg straconych lat politykę lotnych piasków. Katastrofa demograficzna i masowa emigracja (młodości, talentu, inicjatywy), deficyty makrostrukturalne i spustoszenie...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: