W poszukiwaniu pola manewru

Hasło „wiosna nasza” kilkakrotnie już okazało się pozycją z katalogu pobożnych życzeń, bo też nie wyraża ono nic więcej niż potoczną wiarę w konieczność historyczną, prowadzącą poprzez kryzys społeczno-ekonomiczny do wielkiego zwrotu politycznego. Tymczasem żaden taki automatyzm nie istnieje. Pole manewru do systemowej zmiany może otworzyć nie kryzys Systemu, lecz suwerenna inicjatywa polityczno-obywatelska.

Od kilku miesięcy po prawej (opozycyjnej) stronie politycznej panuje wyjątkowo gorący klimat. Nie jest to nic nowego. Po prawej (autentycznie opozycyjnej) stronie sceny polityczni melomani od dawna nie słyszeli „Czterech pór roku”; tu krótki sezon letni zwykle przechodzi w zimę i na odwrót. Wiosna, lato i jesień, ostatni regularny cykl, to był krótki okres 2005–2007; odtąd naszą zimę stulecia, niekończący się karnawał PO–PSL, przerywają niczym upalne lata kryzysy Systemu III Rzeczypospolitej.
Zenit polskich dziejów
Kryzys po katastrofie smoleńskiej pozostawił trwałe konsekwencje w sferze symbolicznej i na mapie obywatelskiej aktywności, ale demokratyczna fasada III RP długo po tym zdawała się spełniać z powodzeniem funkcje nakreślone przez System. Ostatnio impas ujawnił się przed wyborami do europarlamentu. Nabierająca rozmachu narracja jubileuszowa (pod hasłem: „25 lat III RP zenitem polskich dziejów”) zderzyła się z nieubłaganą statystyką osiągnięć Trzeciej Najwspanialszej. Realia infrastrukturalne. Demografia. Bezrobocie. Emigracja. Innowacyjność. Dług publiczny. Ochrona zdrowia. Edukacja. Obronność. Praworządność. Et cetera. Rankingi Eurostatu przyznają nam w newralgicznych dziedzinach zaszczytne sąsiedztwo z krajami, które miały do przebycia późniejszą i trudniejszą od Polski drogę do standardów zachodnioeuropejskich. Fasada pęka. To, że „zielona wyspa” PO znalazła się – mimo pomyślnych rezultatów gospodarczych – w cywilizacyjnym ogonie Zjednoczonej Europy, najwyraźniej dało do myślenia wyborcom, którzy w ogóle...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: