Z globalnego tygla

Dodano: 08/07/2014 - Numer 6 (100)/2014

W Sowietach wycieczki z zakładów pracy podziwiały rozedrgane mięśnie hutników, obornik w kołchozie i buraczane policzki traktorzystek, dziś czołowe biznesy Matki Rosji sfinansują wczasy pracownicze na Krymie. I niech nikt się nie zdziwi, jak na krymskim piachu obok Dimy z fabryki grabi solidarnie rozłoży swój ręcznik Roman Abramowicz, a w kolejce po lody ustawi się Dmitrij Miedwiediew. Ojczyzna ich wzywa, a Władimir Putin patrzy i wymaga. Wołgograd zamieni się w Stalingrad, a Putin w czynie społecznym co tydzień będzie opalał tors na piaskach Krymu. Nie ma już odwrotu,  raj na czarnomorskim wybrzeżu potrzebuje świeżej, rosyjskiej krwi, która wpompowana w arterie półwyspu wypłucze resztki ukraińskiej plazmy. I dlatego Rosjanie odetchnęli z ulgą, gdy usłyszeli najświeższe doniesienia Głosu Rosji, gdzie stało m.in., że „Krym posiada teraz fantastyczną infrastrukturę komunikacyjną. Federacja Rosyjska oferuje wiele połączeń lotniczych, wodnych i kolejowych oraz specjalnie zorganizowane biuro turystyczne zdolne odebrać 5 tys. telefonów jednocześnie”. Koniec z ukraińskim bałaganem, pod okiem dobrego gospodarza Krym odzyska utraconą świetność i w końcu będzie można się dodzwonić do informacji turystycznej. Pewnie już są jakieś sondaże mówiące o tym, jak fatalnie na jakość życia obywateli FR wpływał brak szybkiej i rzetelnej informacji o atrakcjach turystycznych bratniego półwyspu.Patriotyczny obowiązek „Każdy potrzebuje swojego raju”, rozmarzył się
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze