Matki Tiananmen: aby sprawiedliwości stało się zadość

Dodano: 09/06/2014 - Numer 5 (99)/2014

Na ponad miesiąc przed 25. rocznicą masakry na Placu Tiananmen władze chińskie zakazały profesor Ding Zilin powrotu do Pekinu. Przebywającą wraz z mężem Jiang Peikunem w Wuxi (miasto we wschodnich Chinach) prof. Ding usłyszała od funkcjonariuszy Biura Bezpieczeństwa, że może pojawić się w stolicy ChRL-u dopiero po 4 czerwca. Dlaczego komuniści chińscy tak bardzo boją się drobnej, 78-letniej kobiety? Ding Zilin (ur. 1936) wstąpiła do partii komunistycznej, gdy miała 24 lata. Nawet Rewolucja Kulturalna, podczas której będąca w ciąży młoda Zilin została wysłana na wieś, by odbyć reedukację przez przymusową pracę, nie zachwiała jej wiary w partię. W 1972 r. urodziła syna Jiang Jielana. Ding Zilin i jej mąż rozpoczęli pracę na Uniwersytecie Ludowym w Pekinie. Ich syn okazał się bardzo utalentowanym dzieckiem – w 1979 r. np. brał udział w Międzynarodowej Olimpiadzie z fizyki. Ale przyszedł rok 1989 i zaczęły się protesty studentów, którzy domagali się walki z korupcją i reform politycznych w Chinach. W nocy z 3 na 4 czerwca ciężko uzbrojone oddziały wojska i pancerne pojazdy wojskowe wkroczyły na Plac Tiananmen, aby zlikwidować pokojową demonstrację. Wieczorem 3 czerwca Ding Zilin po raz ostatni widziała 17-letniego syna żywego. Jechał na rowerze na Plac Tiananmen. Matka próbowała go zatrzymać, tłumacząc, że na Placu jest niebezpiecznie, że on jeden niewiele może zmienić. Odpowiedział jej, że „ważne jest, by być obecnym, by wziąć udział”. Później koledzy szkolni
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze