Chińczycy mają nas jak na dłoni

Przez 24 dni tajwańscy studenci okupowali parlament. Protest nie dotyczył wyłącznie umowy handlowej z Chinami; u podstaw demonstracji leżał brak przejrzystości władz Tajwanu w całym procesie zawierania umów z Pekinem. O tym, jak bardzo do tych negocjacji jest nieprzygotowana strona tajwańska, pisze Zheng Minsheng w artykule, który ukazał się w tajwańskim tygodniku „Business Today”. Publikujemy obszerne fragmenty tekstu.   Zheng MinshengChang Jung-feng, były zastępca sekretarza generalnego Narodowej Rady Bezpieczeństwa, a obecnie wicedyrektor Instytutu Badań Gospodarczych Chung Hua [tajwański think tank – przyp. tłum.] spędził dwa lata, przeprowadzając wywiady z 20 urzędnikami, którzy reprezentowali Tajwan w negocjacjach z Chinami. Refleksja wysnuta po przeprowadzonych rozmowach mrozi krew w żyłach: Chiny mają Tajwan jak na dłoni, a Tajwańczycy nie odrobili pracy domowej nawet w najmniejszym stopniu. 30 marca po południu setki tysięcy Tajwańczyków odzianych w czarne koszule zgromadziły się na bulwarze Ketagalan [tuż przy siedzibie prezydenta – przyp. tłum.], protestując przeciwko „zawartej pod stołem” umowie handlowej z Chinami. Ten ruch społeczny zainicjowany przez studentów jest nie tylko wyrazem sprzeciwu wobec umowy handlowej dotyczącej sektora usług. Niepokój budzi to, że odbywające się coraz częściej negocjacje to zamknięty i nieprzejrzysty proces. „Negocjujący z ramienia rządu Ma Ying-jeou [prezydenta Tajwanu] nie mają
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze