Z globalnego tygla

Wyjaśniło się w końcu, dlaczego Gerhard Schröder przed laty określił Władimira Putina mianem nieskazitelnego demokraty. Były kanclerz wcale nie chciał, ale musiał. – W 2004 r. moderator Reinhold Beckmann zapytał mnie przed kamerami, czy Putin jest krystalicznie czystym demokratą, w jednej chwili pomyślałem, że jak odpowiem „nie”, to będzie to miało konsekwencje polityczne... – wyznaje w wywiadzie rzece Schröder. I jak tu go nie lubić? Z koniecznością dziejową się nie dyskutuje!

– W zasadzie zamiast odpowiadać, powinienem sam zapytać [Beckmanna – O.D.H.]. co rozumie przez pojęcie „krystaliczny demokrata”, przecież takich ludzi po prostu nie ma – tłumaczy się były kanclerz. Kilka stron wcześniej G.S. zwraca uwagę, że Unia Europejska powinna z większą wyrozumiałością podchodzić do Rosji i na serio rozważyć zaproponowanie jej umowy stowarzyszeniowej. A co na to państwa z Europy Środkowo-Wschodniej, których rany po Sowietach są nadal bardzo świeże? – dopytuje przeprowadzający rozmowę Georg Meck. – Te państwa są teraz przecież członkami NATO i Unii Europejskiej, więc wszelkie lęki uwarunkowane historycznie powinny być już przezwyciężone. Ich bezpieczeństwo i suwerenność jest zagwarantowana – odpowiada Schröder. Nie ma co, jak dobry przyjaciel prezydenta Putina jednym tchem proponuje otwarcie brukselskich wrót  na Rosję, a potem uspokaja, że nie ma czego się bać... bo przecież mamy takie a takie gwarancje, efekt jest odwrotny od zamierzonego.

Mostem na Kreml
Nieco później ekskanclerz wymienia polityków środkowoeuropejskich, którzy w jego opinii zamiast zachowywać wobec Rosji postawę „konfrontacyjną”, trzymają się „kooperacyjnej”, budując mosty między Zachodem a FR. Schröder wymienia, o dziwo, tylko dwóch polityków, którzy jego zdaniem spełniają te kryteria. Są nimi: słowacki premier Robert Fico i... Aleksander Kwaśniewski, o którym niemiecki kolega mówi z wielkim uznaniem per „mój przyjaciel”. Bliskich kolegów...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: