Przeciwko sile zła chińskiego reżimu

Dodano: 04/01/2014 - Numer 12 (94)/2013

Większość rówieśników 24-letniej Ti-Anny Wang kończy właśnie szkoły, rozpoczyna kariery, zakłada rodziny. Tymczasem główny cel, jakiemu młodziutka Ti-Anna podporządkowała swoje życie, to uwolnienie ojca, Wang Bingzhanga, który od 2002 r. przebywa w chińskim więzieniu. Z Ti-Anną spotkałam się na początku grudnia br. w Tajpej, tuż po jej wizycie u tajwańskiego prezydenta Ma Ying-jeou i po spotkaniu z tajwańskimi parlamentarzystami, podczas którego zabiegała o wsparcie jej walki o wypuszczenia z więzienia jej ojca. Kilka dni później Ti-Anna zeznawała wraz z pastorem Bobem Fu z organizacji China Aid i córkami innych więźniów politycznych w Chinach przed Kongresem amerykańskim (wywiad z Bobem Fu w dziale „Kiosk” na s. 93).Walczę o ojca i innych więźniów – Mój los został chyba przesądzony w momencie, gdy otrzymałam imię Ti-Anna – mówi córka Wang Bingzhanga. Miała nazywać się Anna, ale 1989 r., kiedy przyszła na świat w Kanadzie, przyniósł masakrę studentów na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. Ojciec chciał upamiętnić ofiary i tak z wybranego już imienia zrobiono Ti-Anna, bo przypomina to chińską nazwę placu – Tiananmen. Ti-Anna przyznaje, że przez pewien czas jako nastolatka nie mogła zrozumieć, dlaczego ojciec tak bardzo zaangażował się w ruch na rzecz demokratyzacji Chin, iż prawie porzucił dom. Ale przez ostatnie lata, gdy spotkała inne osoby, m.in. chrześcijan, które doświadczyły opresji ze strony chińskiego reżimu, gdy rozmawiała z 
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze