Japończyk szuka rodziców

Zawsze lubiłem sushi i mógłbym zjadać je w sporych ilościach, ale wstydziłem się swojej niesprawności we władaniu pałeczkami. Jedzenie pałeczkami dla człowieka, który ma problem z zawiązaniem własnych butów, jest dużym kłopotem. No tak, nie jestem sushi konserwatystą. Swoją niewprawność kompensuję czytaniem japońskich powieści. Ulga godna inteligenta. Jeśli czegoś nie potrafisz, przeczytaj książkę. Japonia to problem i dla radykalnych postępowców, i dla konserwatystów. Zarazem to dobre miejsce na to, by przyglądać się, co się dzieje, gdy jedne obyczaje się zmieniają, a inne nie. Jeśli ktoś szuka przewodnika, niech sięgnie choćby po Taichi Yamadę. Ten wzięty japoński scenarzysta, bardzo ciekawy powieściopisarz, pokazuje obecność starej Japonii w szklanych biurowcach. Daje nam zapis codziennej obecności duchów w szkle i metalu. Chwilami, jak na moją chrześcijańską i europejską wrażliwość, to nieco za dużo. Oto Harada, scenarzysta popularnych seriali, świeży rozwodnik, mieszkaniec nowego tokijskiego budownictwa, odwiedza dzielnicę swojego dzieciństwa i tam spotyka parę przypominającą jego rodziców. Nie są to wcale staruszkowie, oboje liczą po trzydzieści kilka lat i są o kilkanaście lat młodsi od bohatera. Ale też w takim wieku umarli. Harada zaczyna się z nimi spotykać, wracając w ten sposób do świata dzieciństwa, odkrywając je na nowo. Tym razem jako człowiek o wiele starszy i przede wszystkim mieszkający w nowoczesnym i bogatym świecie. Zaczyna rozumieć je na nowo i lepiej.
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze