Granice wiersza polskiego

„Błoto. Nie pojedziemy do Aten. Zapomnij o Grecji”. Tym razem w „Recenzji nie na czasie” lektura nowa, ale bardzo niedzisiejsza. Albo przynajmniej niespełniająca kryterium tego, co większość osób uważa za dzisiejszość. Chodzi o tomik poezji, w którym picie wódki i palenie papierosów pojawia się wyjątkowo rzadko, a jego autor umiejętnie posługuje się językiem, którym można opisać sprawy znacznie ważniejsze. Co oczywiście nie oznacza, że nie wolno palić papierosów ani pić wódki. Ani nawet tego, że nie można o tym pisać. Można. Ale granica pojawia się wtedy, gdy człowiek przestaje być zdolny do czegokolwiek innego.   Więc Dakowicz. Przemysław Dakowicz. Zachwyciłem się niedawno jego „Teorią wiersza polskiego” – tytułem jakby wziętym z Miłosza (przez przywołanie tradycji traktatów poetyckich), a zarazem mającym w sobie coś innego, coś znacznie więcej niż w traktatach Miłoszowych, bo powagę „wiersza polskiego”.   Jakby autor sugerował, że ten zbiór wierszy, który zaproponował, stanowi odrębną całość, zamyka się w nim jakaś teoria i to teoria nie byle jaka, bo właśnie „wiersza polskiego” – jego istnienie byłoby przecież łatwo zakwestionować, mówiąc, że skoro literatura odnosi się do ludzkiej natury, to trudno mówić o wierszu polskim, wiersz, jak ludzka natura, jak ludzki los (co szczególnie ważne u Dakowicza) ma charakter uniwersalny. Albo z zupełnie innej strony, że nie ma czegoś takiego jak ludzka natura, każda próba jej definiowania jest uzurpacją, nie ma więc tej wspólnoty,
     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze