Kwiatki ojca Jacka

Przypadek o. Jacka Krzysztofowicza pokazuje, że w dzisiejszych czasach można przez wiele lat być formalnie związanym z instytucją Kościoła katolickiego, wyznając jednocześnie poglądy niekatolickie. Święty Dominik, zakładając w XIII w. zakon Braci Kaznodziejów, pragnął, aby poprzez nauczanie i głoszenie kazań dzielili się oni z wiernymi owocami swojej kontemplacji i w ten sposób prowadzili dusze ku życiu wiecznemu. Syn duchowy św. Dominika miał najpierw sam się doskonalić, a następnie nauczać innych przykładem własnego postępowania. W ten sposób jego życie i nauczanie oparte na doktrynie katolickiej tworzyły integralną całość i mogły skutecznie służyć zbawieniu dusz. „Nigdy was nie oszukiwałem” – mówił o. Jacek Krzysztofowicz w pożegnalnym przemówieniu do swoich wiernych (w styczniu odszedł z zakonu dominikanów). „Zawsze dzieliłem się z wami sobą – tym, jak myślę, jak wierzę i jak żyję”. I rzeczywiście, istniała spójność między tym, co o. Jacek głosił, a tym, w co wierzył. Niespójność pojawiła się w innym miejscu. Jego nauczanie było niezgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego.Dobry i zły bóg W przywołanej mowie pożegnalnej o. Jacek mówi o spotkaniu z dwoma bogami. Jednego z nich utożsamia z pustką: „przywykliśmy, że boga nazywamy miłością, ale w rzeczywistości ten bóg często w naszym życiu, a tak było w moim życiu, jest po prostu pustką”. Drugi bóg, o którym mówi o. Jacek, ma inną naturę: „bóg, w którego wierzyłem i wierzę, jest bogiem, który stoi po
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze