Myślę, że Pan Bóg będzie zadowolony

Dodano: 01/05/2013 - Numer 4 (86)/2013

Dominik Rurys, rocznik 1922, jest postacią niemal przeniesioną z kart „Pana Tadeusza” czy „Nad Niemnem”. Z rodzinnego kresowego domu wyniósł ogromny szacunek dla polskiej tradycji. Mówi, że nie potrafiłby uchybić obowiązkom Polaka, bo cóż by na to powiedziała jego matka? A matki nie można zawieść. Podążył więc śladami swoich przodków z powstania styczniowego, legionistów Piłsudskiego, żołnierzy wojny polsko-bolszewickiej. Kiedy wybuchła wojna, Dominik miał 17 lat. Jeszcze wieczorem, 1 września, starszy brat Witold odprowadził konie i wozy na mobilizację. Wrócił po dwóch dniach z jednym koniem – pozostałe zostały wzięte na potrzeby wojska. W wiosce powołano Straż Nocną do pilnowania porządku, linii telefonicznej, jej komendantem został ojciec Dominika. Jako że chłopcy w wieku poborowym zostali zmobilizowani do wojska, do pomocy Straży poszła młodzież w wieku przedpoborowym. Wtedy Dominik po raz pierwszy stanął w obronie zagrożonej ojczyzny.Sowieckie rządy W niedługim czasie okazało się, że dużo groźniejszym agresorem i okupantem aniżeli Niemcy staną się Sowieci. Gospodarze w wiosce pomagali sobie nawzajem, jak mogli, w wielu domostwach zabrakło rąk do pracy – mężczyźni zostali zmobilizowani, w niektórych brakowało też koni. Szybko siali ozime zboże, ziemia najlepiej kryła ziarno przed rabunkiem Sowietów. Bolszewicy domagali się kontyngentów od podbitej ludności Kresów: mleka, mięsa, jaj. Dwa razy w tygodniu urządzali zebrania, przekonując, że najlepszą drogą
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze