W trosce o „zmysł religijny”

Najpierw – przebudzenie Luigi Giussani, autor książki „Zmysł religijny”, uważa ów „zmysł” za immanentną składową naszego rozumu. Pisze: „jeśli jestem uważny, tzn. jeśli jestem dojrzały, nie mogę zaprzeczyć, że najwyższą i najgłębszą oczywistością, jaką postrzegam, jest to, iż ja nie czynię sam siebie, nie tworzę samego siebie. Nie daję sobie istnienia, nie daję sobie rzeczywistości, którą jestem, jestem czymś »danym«. Odkrycie siebie samego, jako zależnego od czegoś innego, jest niezwykle doniosłą chwilą. Im głębiej wchodzę w samego siebie, jeśli docieram do sedna sprawy, wówczas pytam, skąd wypływa moje istnienie? Nie ze mnie: z kogoś innego”. I dalej: „Ludzkie »ja«, człowiek, jest tym poziomem natury, w którym natura zdaje sobie sprawę, iż nie czyni sama siebie”. Życie (dla) każdego z nas jest darem. Zawiera w sobie pragnienie otwarcia się na Darczyńcę, by rzeczywistość daru odkrywać i przeżywać. To pragnienie przechowuje wieść o tym, kim jestem, i przypomina o tym wtedy nawet, gdy ja zdaję się nie pamiętać. To poczucie najbardziej własne i najbardziej obce zarazem; najbardziej własne i równocześnie „swojość” odczuwającego przekraczające. Dzięki zmysłowi religijnemu zdolny jest człowiek przeczuwać istnienie jakiegoś „poza”, z którego rodzi się wszystko i do którego wszystko odsyła, wobec którego stajemy w zadziwieniu. Kiedy zaś staniemy, pragniemy zgłębić się w tegoż „poza” Tajemnicę, pragniemy sobie Ją przyswoić, a raczej – zostać przez Nią w pełni,
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze