Historia szpetnego starzenia się

Pamiętam, jak obecna szefowa Teatru Ósmego Dnia (T8D) 30 lat temu chwaliła się tym, że „nie miała głowy do matematyki”. Niestety, z wiekiem ta przypadłość się pogłębiła.Sacrum życia i śmierci W latach 70. i 80. T8D stworzył przedstawienia, które przeszły do historii teatru, a on sam był jednym z najciekawszych zjawisk artystycznych tamtego czasu. Nie tylko dlatego, że walczył za pomocą sztuki z ówczesnym systemem, na co ten odpowiadał utrudnianiem zespołowi życia (rewizje, przesłuchania, blokowanie wyjazdów zagranicznych, wyroki sądowe, kolegia). Spektakle „Przecena dla wszystkich”, „Ach, jakże godnie żyliśmy”, „Więcej niż jedno życie”, „Piołun”, jak to się dzieje tylko w przypadku prawdziwej sztuki – wymykały się jednoznacznym interpretacjom: zawsze pozostawało kolejne „dno” znaczeń i sensów, które można było z powodzeniem do tych przedstawień odnieść; w każdym z tych spektakli była obecna sfera nienazwanego, tajemnicy. Poza tym były one nie tylko poruszające, ale i – piękne. Pamiętam pewne wydarzenie z tego okresu. Przywołam je nie bez powodu. Na prywatnym spotkaniu u młodego wówczas, dobrze zapowiadającego się doktora filozofii Sławomira Magali, a było to krótko po morderstwie ks. Popiełuszki, pozwolił on sobie na wyrecytowanie wierszyka, cytuję: „zimne nóżki księdza Popiełuszki...”. Wtedy wywołało to oburzenie i niesmak. W tamtym zespole sacrum życia i śmierci było odczuwane jako coś realnego. Były to czasy, kiedy E. Wójciak, agnostyczka, podobnie
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze