Pod lasami patrolują wilki

Pada deszcz, pada wiersz, cieknie brudna paplanina, po co, po co, może wiesz, wytrąbiłem tyle wina?   W głowie deszcz, słowa z dżdżu, jakieś rymy obsesyjne, wyjdę na dwór, złapię tchu i podstawię łeb pod rynnę.   Zmyję czad, ale cóż, plucha pluchą, wino winem, a ten sam nierdzewny nóż ciągle sterczy w piersiach klinem.   Czytając te słowa po raz drugi, a może trzeci, dostrzegamy, że pokazuje on sposób myślenia poety o sztuce, wolności i utraconej ojczyźnie. Jaki to nóż, który nigdy nie zardzewieje i nie rozleci się, sterczy w jego piersi, tak iż nic nie mogą poradzić na to ani poezja, ani wino? W zupełnie innej tonacji napisze o tym samym w szkicu o podparyskim cmentarzu Montmorency: „Ten cmentarz ma swoje oblicze ideowe, może bardziej wymowne niż Aleja Zasłużonych na warszawskich Powązkach czy krakowska Skałka. Prawie wszyscy, którzy tu leżą, byli szermierzami wolności. Jeżeli spoczęli tutaj, a nie w ziemi ojczystej, to dlatego, że walka o wolność, której poświęcili swe życie, nie dopuszczała żadnego kompromisu”. Dziś na starym cmentarzu w Montmorency spoczywa autor tych słów, zmarły w 2012 r. Jan Winczakiewicz.Niedobry Hitler pokrzyżował mi plany Urodził się 6 marca 1921 r. w Kielcach jako dziecko sędziego Edmunda Winczakiewicza i Ireny z Wołkowińskich. Wkrótce przenieśli się do Kalisza, gdzie ojciec rozpoczął pracę w sądzie. Jan ukończył Gimnazjum im. Adama Asnyka w Kaliszu, a następnie Szkołę Podchorążych w Szczypiornie. Był upalny sierpień 1939 r., gdy
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze