Konie wyprzęgnięte z karety

Oskarżanemu przez komunistów „Zachodowi” przewodniczył ordynariusz mohylewski. W tragicznych dniach o abp. Cieplaku mówił cały cywilizowany świat na wszystkich kontynentach. I słał na Kreml listy z żądaniem jego uwolnienia.Wśród okrzyków hord pogańskich Dlaczego dziś, w ważnym dla Kościoła momencie, zamierzam opowiedzieć historię arcybiskupa Jana Cieplaka? 18 stycznia 1953 r. poeta Jan Lechoń ogłosił jeden ze swoich ważniejszych wierszy. W Polsce trwała stalinowska noc, a Lechoń – symbol II RP, nieprzejednany antykomunista, biedował na emigracji w Nowym Jorku. Tym, kogo przywołał w swoim wierszu na pomoc Ojczyźnie i światu, był tytułowy bohater utworu „Arcybiskup Cieplak”, który cudem uwolniony z rąk bolszewików, staje w zniszczonej sutannie przed papieżem: Jakbyś wpośród letniej spieki Wyszedł furtką z swej pasieki I z brewiarzem na cienistym Twej plebanii ganku stał, Tak Cię widzę uśmiechniętym Przed zjawionym Ojcem Świętym, A nad nami jako burza Drży Sykstyny boski szał. I przed większym teraz Panem Jesteś zawsze tym plebanem, Co przechodzi, nie widzący Złota, blasku, pysznych szat. Jakżeś drogi Marii Pannie W wyniszczonej Twej sutannie, Co otartej Twoją dłonią Krwi męczeńskiej chowa ślad! Lechoń opowiada niesamowitą historię arcybiskupa, który z uśmiechem i bez strachu stawił czoła sowieckiej potędze, która skazała go na śmierć: Wobec Pana jakimż grzechem Iść inaczej niż z uśmiechem, Tak jak Tyś zstępował właśnie W mroczną kaźni Twojej głąb. Bo gdy ufasz
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze