List do sędziego T.

Nie będę oceniał Pana jako prawnika, choć dźwięczą mi w uszach słowa „szefa wszystkich szefów” w polskim sądownictwie, czyli prezesa Krajowej Rady Sądownictwa, sędziego Antoniego Górskiego, który potępił Pańską szarżę przez epoki i przeniesienie „kaczyzmu” do stalinizmu. Dało mi również do myślenia, że przestał Pan też być właśnie rzecznikiem Sądu Okręgowego w Warszawie, po tym, jak odbył Pan swoją słynną „wycieczkę w przeszłość”.

Nie będę też Pana oceniał w kontekście etyki, choć wielu sędziów w Pańskiej sytuacji osobisto-rodzinnej wyłączyłoby się z postępowań lustracyjnych. Oczywiście, ma Pan prawo uważać, że sędzia nie musi „być jak żona cezara – poza podejrzeniami”. Pan ma prawo, a my mamy prawo taką postawę oceniać.

Zajmę się tylko jednym aspektem tego, co Pan zrobił. Aspektem historycznym. Czy Pan rzeczywiście nie zdawał sobie sprawy, że Pańskich wypowiedzi będą słuchać Polacy, którzy byli represjonowani przez sowieckie NKWD i UB w Polsce w latach 40. i 50.? Mówię, rzecz jasna, o tych, którzy przeżyli więzienie i nie zmarli tuż po nim lub po latach w wyniku rzeczywistych tortur, którym byli poddawani. Czy Pan pomyślał, że Pańska chęć zrobienia kariery (w swoim zawodzie lub medialnej, lub politycznej – Pan wie lepiej) skutkować będzie u tych ludzi traumatycznymi przeżyciami? Dla Pana to tylko słowa, tania publicystyka, a dla tych ludzi powtórka z męczarni, z kaźni, z cierpień, niepoliczonych i nierozliczonych?

Może więc jednak już powinien Pan wiedzieć, jak wyglądały represje wobec żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych czy powojennej konspiracji niepodległościowej stosowane przez ludzi, których zapewne w swoim miejscu pracy spotykali jeszcze Pańscy rodzice. Nie wszyscy bowiem wyemigrowali, przeszli na emeryturę lub podjęli pracę w innych ważnych dla komunizmu instytucjach państwowych, związkach zawodowych, mediach, itp., itd.

Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa siedem czy sześć dekad wstecz moim...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: