Oręż: dezinformacja

Z naszych źródeł wiemy, że rozbiór Polski ma dokonać się w znacznej mierze za sprawą licznych zmian legislacyjnych. Kolejnym elementem uzależnienia Polski od Federacji Rosyjskich ma być wprowadzenie do naszej administracji oraz m.in. spółek Skarbu Państwa ludzi zależnych od Kremla.
Dowiedzieliśmy się, że Donald Tusk podczas jednego z cyklicznych spotkań widział się również z przedstawicielem służb białoruskich. Wygląda na to, że Rosjanie chcieli sprawdzić, jak bardzo uległy będzie premier. Okazało się, że lider PO przystał na żądania człowieka Łukaszenki – oraz sugestie Kremla – i Białystok wraz z większą częścią Podlasia zostanie oderwany od Polski.
Przyłożyć, zamieszać, zanudzić
Powyższy tekst ma podobną wiarygodność co niektóre informacje podawane przez największe maistreamowe media. Jakość „wiedzy” przekazywanej za pośrednictwem mediów widać wyraźnie przy okazji informacji dotyczących katastrofy smoleńskiej, ale i dziesiątków innych spraw. Ostatnio odrodzenie w internecie przeżył „news” o rzekomych słowach pilota prezydenckiego samolotu: „Jak nie wyląduję, to mnie zabiją”. Według TVN, słowa te miały paść z ust śp. kapitana Protasiuka 60 sekund przed katastrofą. Ale ten nic niemający wspólnego z rzeczywistością cytat nie jest odosobnionym przypadkiem. Można wymieniać „newsy” o „parokrotnym lądowaniu”, „nieznajomości rosyjskiego przez załogę”, „obecność generała Błasika w kokpicie” itd.

Jak to możliwe, że dziennikarze za przyzwoleniem redakcji puszczają w eter zupełnie nieprawdziwe informacje? Jak świadczy to o warsztacie dziennikarskim, o jakości ich pracy?

Abyśmy jednak mogli mówić o jakości dziennikarstwa, potrzebna jest dobra wola dziennikarzy oraz redakcji. Tymczasem trudno nie mieć wątpliwości co do tej ostatniej. Czy „informując” o niewypowiedzianych słowach, o nieodbytych spotkaniach czy niepodjętych decyzjach, rzeczywiście zależało im na prawdzie? Czy może liczyło się na to, by uderzyć w drugą stronę? A może „...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: