Gruzja nie jest jeszcze stracona

Rewolucja Miszy Jeśli wybory miały być testem dojrzałości gruzińskiej demokracji oraz intencji Saakaszwilego, to prezydent zdał go na szóstkę. Dziś wielu zagranicznych polityków i publicystów (także w Polsce) powinno przeprosić Saakaszwilego, z którego robiono „gruzińskiego Putina” i oskarżano, że dla utrzymania władzy gotów jest nie tylko fałszować wybory, lecz nawet rozlać krew. Cały ten czarny PR, stosowany zresztą od lat, okazał się fałszem. Przeciwnie, oddając część władzy opozycji w stylu wręcz anglosaskim, Saakaszwili postawił mocny akcent na zakończenie „postrewolucyjnej” epoki, w czasie której zbudował stabilną demokrację i wolnorynkową gospodarkę. Saakaszwili zamknął usta wszystkim krytykom, uznając porażkę jeszcze przed policzeniem wszystkich głosów i deklarując gotowość współpracy ze zwycięzcami, by jak najsprawniej przeprowadzić proces przekazania władzy. Choć dopiero za rok nabierze mocy nowelizacja rozszerzająca kompetencje szefa rządu i parlamentu, Saakaszwili nie skorzystał z przysługującego mu prawa wskazywania ministrów obrony i spraw zagranicznych, zostawiając koalicji Gruzińskie Marzenie wolną rękę w formowaniu rządu. Misza, jak nazywają go zwolennicy, zapisał się już w historii, przekazując władzę w sposób rzadko spotykany w b. ZSRS, po raz pierwszy pokojowo w niepodległej Gruzji – Zwiad Gamsachurdia (1992) i Eduard Szewardnadze (2003) byli obalani siłą. Podczas ostatnich dziewięciu lat Saakaszwili przeprowadził daleko idące reformy,
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze