Bard z krystalicznej przestrzeni

Pamięta Pani pierwsze spotkanie? Nie. Po prostu Przemek był. Ja weszłam jakoś w to środowisko, w kabaret „Pod Egidą”. Tam się pojawiła Osiecka. Jednocześnie były „Jabłonie” i Krzyś Zaleski w Teatrze Współczesnym [chodzi o musical „Niech no tylko zakwitną jabłonie” na podstawie scenariusza Zaleskiego i Osieckiej – przyp. red.]. Potem w Monachium poznałam Jacka Kaczmarskiego.  Zaczęłam też współpracować ze Zbigniewem Łapińskim. To się wszystko jakoś tak zapętliło. Robiłam piosenki do kabaretu z Przemkiem. Poza tym spotykaliśmy się towarzysko. Poza pracą. A potem mój mąż zaprzyjaźnił się z Przemkiem. To właśnie zaowocowało muzyką do „Zmienników”, czyli do dłuższej formy.Jaki był przy pracy? Był dokładny. Serio traktował to, co robi. Zazwyczaj mniej więcej namawialiśmy się, jakie coś ma być, ale i tak było wiadomo, że Przemek będzie miał tendencję do czegoś zdecydowanego. Lubił Herberta. I lubił taką muzykę… mocną. Głęboką. Tak, jak dostajemy między oczy prostym, celnym zdaniem Herberta. Taki był. Taką miał osobowość.Prywatnie też? Tak. Był silnym mężczyzną, któremu podobała się taka zewnętrzność: jesteśmy silni, jesteśmy mocni. Nisko mówimy i pijemy whisky. Dużo palimy i wszystko jest czegoś warte. Albo niewarte. Trzeba to nazwać. Postawić kropkę nad „i”. Ma nie być matactwa. Był bezkompromisowy. Obstawał przy pewnych wartościach. Cenił lojalność, szczerość, przyjaźń. Męską przyjaźń. I jeśli ktoś wykonał jakiś ruch, który
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze