KURIERKA Z WARSZAWY

Gdy pewnego razu zatrzymał ją nad ranem sowiecki patrol, nie wpadła w panikę i sprawnie pozbyła się obciążających papierów. Przyznała potem, że wyrzuciła po drodze kartkę, na której zapisała plan drogi, który odcisnął się w notesie. Ale to dlatego, że nie był już potrzebny. A poza tym jedzie do dziecka, które jest w Wilnie. Śledczego starała się wprowadzić w dobry nastrój. Wspominała: „Z wielką lekkomyślnością zeznaję po rosyjsku, w języku, który znam tylko z cygańskich romansów wyśpiewywanych przez matkę”. Prowadzącego przesłuchanie wyraźnie to bawiło. Spytał: „Szto eto za bumażku wy rosżewali i pragłatili na dorogie?”. „Myślę – rosżewali to rozerwała, a pragłatiła to wyrzuciła, i zeznaję: ja rosżewała i pragłatiła...”. Dopiero w celi dowiedziała się, co naprawdę powiedziała: „ten papierek rozżułam i połknęłam”. W efekcie jako groźny szpieg została wysłana do więzienia w Baranowiczach. Na odczytanie zaocznie wydanego wyroku wezwano ją do karceru. „Siedziałam tam w bieliźnie, w zimnie, w zupełnej ciemności, która doprowadzała mnie do szału” – wspominała. Usłyszała: osiem lat obozu pracy na Syberii.Z piórkiem sokolim u czapki Jadwiga Braun – tak brzmiało jej panieńskie nazwisko – urodziła się w 1907 r. w Dąbrowie pod Tarnowem, „w rodzinie, w której polskość była tlenem” – pisał Kazimierz Braun, reżyser i teatrolog, dla którego była ciocią, w książce „Szkice o ludziach teatru”. Ojciec Jadwigi, Karol Braun, był tam prezesem Towarzystwa Gimnastycznego Sokół. „
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze