Z MAKIEM W BUTONIERCE

Dodano: 02/07/2012 - Numer 6 (76)/2012

Gdy minęły czasy przedwojennej niepodległej Polski, jej piosenka, ta zadziorna lwowska i ta płocha warszawska, poszła dzięki Gwidonowi Boruckiemu i jego przyjaciołom z Polakami na wojenne szlaki i na wygnanie. Śpiewał o tym emigrantom: Szła w Pierwszym Korpusie i w Drugim, chodziła z lotnictwem, z AK. Do dzisiaj w hostelach melodią nas kusi Choć tyle lat więcej już ma.Mazurek Dąbrowskiego dla Hindenburga Gwidon Gottlieb, bo tak naprawdę się nazywał, urodził się 2 września 1912 r. w Krakowie. Był najstarszym z trzech synów polskich Żydów – Maurycego Gottlieba i Czarnej z Kornerów. „Wysoki, o niebieskoszarych oczach i włosach koloru miodu, miał wrażliwą duszę, nieprzystającą do wyuczonego przez niego zawodu inżyniera elektryka. Rozmiłowany w literaturze i filozofii stracił pewnego razu posadę... przyłapany na czytaniu dzieł Schopenhauera” – pisze o ojcu Gwidona, właścicielu fabryczki mydła, Bogumiła Żongołłowicz w poświęconej Boruckiemu książce „Jego były »Czerwone maki«” wydanej w 2010 r. Matka o tajemniczo brzmiącym imieniu Czarna, pochodziła z „postępowej” rodziny i nie pozwoliła sobie narzucić męża. Wyszła z wielkiej miłości za Maurycego. Ich ślub odbył się w lutym 1912 r. w synagodze Scheinbach w Przemyślu, po czym zamieszkali na krótko w Krakowie przy ulicy Wrzesińskiej.Po narodzinach syna wrócili do Przemyśla. Siedmioletni Gidek rozpoczął naukę w szkole im. Grzegorza Piramowicza. Uczył się też śpiewu, gry na akordeonie i pianinie, a także angielskiego.
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze