SCHADZKI Z DZIADEM

Or-Ot na długo obrazić się nie mógł. Leśmian w dedykacji swego tomiku nazywał go bowiem najlepszym przyjacielem, a poświęcał mu go „na pamiątkę cudownych i całonocnych – aż do świtu – rozmów o poezji... na podwórzu starej kamienicy na Lesznie”. Sam Or-Ot o pannach z warszawskiego Starego Miasta pisywał na przykład tak: Figlarne loczki nad zgrabnym czółkiem, Przy piersiach więź jaśminu. Czyś ty diabełkiem, czyś ty aniołkiem, Panienko z magazynu? Bez nich nie mógł obyć się także wiersz poświęcony staromiejskim strychom: A gdy szesnaście miałem lat, Kochając pierwszy raz po cichu, Pasemko włosów, list i kwiat Schowałem w jakiś kąt na strychu. W złej chwili pukiel, list i kwiat Zmieszałem – dzieciak – ze śmieciami – Bo tak się stało w biegu lat Z wszystkimi serca pamiątkami. Cały Or-Ot i stara Warszawa jest w jego opisie puszczania wianków na Wiśle: „Wisła płonęła od tysięcy świateł; szeregi udekorowanych łodzi, galarów i kryp w różnobarwnych lampionach, z ukostiumowanymi paniami na pokładzie, przepływały przed siedzącą na specjalnych estradach i zgromadzoną na brzegu publicznością; na falach unosiły się wianki, częstokroć ozdobione płonącymi świeczkami, orkiestry grały na statkach, a nad tym wszystkim unosił się skrzydlatym wspomnieniem duch przeszłości”. Warszawa nie była wolna, więc i wianki były częścią jej odmowy poddania się rosyjskiemu zaborcy. „Moskale nie lubili »Wianków«, jak zresztą nie lubili wszystkiego, co Warszawie przypominało dawne, swobodne lata” – pisał Or-Ot
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze