Odmóżdżanie, czyli utylitaryzm i testomania

Jednym z ważnych sposobów urabiania przyszłych obywateli i wyborców są testy. Pozornie wydawać się może, że jest to tylko metoda sprawdzania wiedzy uczniów i studentów. Tymczasem wymusza ona określony sposób nauczania (już dziś słyszymy o „nauczaniu pod testy” w szkole podstawowej) i produkcję odpowiednio sprofilowanych podręczników. Czy testy sprawdzają wiedzę, a tym bardziej umiejętności? Można wątpić. Często są swoistą „zgaduj-zgadulą”, a ich autorzy mogą liczyć na odpowiedzi dające niepewną informację o stanie elementarnego opanowania wymaganej siatki pojęć, niewiele o procesach i zjawiskach i cokolwiek o umiejętności dedukowania przez zdającego test. Kwintesencję szkolnej testomanii stanowi pisemny egzamin maturalny z języka polskiego. „Czytanie ze zrozumieniem” jako egzamin dla abiturienta to kpina z kilkunastoletniego nauczania, a warto dodać, że przy tej okazji można trochę poindoktrynować, gdyż teksty do „zrozumienia” pochodzą często z „Gazety Wyborczej” lub jej okolic. Przy intensywnym myśleniu o zadanym na egzaminie tekście, jego treści dobrze się wdrukowują w pamięć maturzysty. Drugą kwestią jest reformatorski pomysł na wypracowanie. Zdający dostaje fragment tekstu i ma się wypowiedzieć na jego temat na minimum 250 słów. Jeśli jest w miarę rozgarnięty, to nieznajomość lektury nie stanowi tu żadnej przeszkody. Zapisana jedna niecała kartka A4 wystarczy, niepotrzebna jest refleksja (jest tu nawet szkodliwa!), bo trzeba wskazać to, co jest w tekście. Na maturze z
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze