Jestem dumny, że mówię o Smoleńsku

Dodano: 01/04/2012 - Numer 3 (73)/2012

Gdyby ludzie zaczęli gadać Po dwóch latach od 10 kwietnia Polski kłamstwo smoleńskie przestało być wiarygodne w oczach każdego uczciwego człowieka, interesującego się sprawą. Wszystko, o czym mówiły w tym czasie wielkie media, okazało się stekiem propagandowych bzdur. Ponieważ są one nie do obrony, właściwie nikt ich na poważnie nie broni. Nie minął jednak paraliż zabraniający o Smoleńsku mówić. Wydaje się on dziś wśród większości Polaków nie mniej silny niż ten w Sowietach, opisywany przez antykomunistycznych dysydentów. Gdyby ludzie nie wstydzili się gadać, szybko zobaczyliby, że sąsiedzi też nie wierzą „ruskim” ani Tuskowi. Okazałoby się, że zwykli Polacy myślą, iż wobec młodych pilotów i opłakujących ich rodzin media dopuściły się niewyobrażalnego draństwa, oskarżając ich bezpodstawnie. Potraktowały ich jak kozły ofiarne, bo to było wygodne dla władzy, która musi jak zawsze okazać się niewinna. Wyszłoby, że każdy rozumie, iż skoro w polu poniewierają się szczątki wraku tupolewa, to nie ma żadnego prawdziwego śledztwa. Niepotrzebny do tego Sherlock Holmes, tyle wie każdy dzielnicowy czy osiedlowy włamywacz. Stałoby się jasne, że liczba ludzi gotowych uwierzyć, że skrzydło potężnego samolotu niszczy jedna brzoza, jest mocno ograniczona. A jeszcze mniej jest skłonnych dać wiarę, że wypadku spowodowanego takim uderzeniem nikt nie przeżył. Okazałoby się też, że do tego, by zrozumieć, iż rządzący Rosją nie zrobią uczciwego śledztwa, bo są z KGB, nie trzeba
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze