SALON, PRZEDPOKÓJ, ULICA

Niepodległościowy hazard Ten hazard w posowieckiej III RP ani razu nie zakończył się pełnym powodzeniem. Żadnemu z rządów Ulicy nie udało się dokończyć kadencji. Wszystkie musiały oddać władzę w niecodziennych okolicznościach. Jan Olszewski rządził niecałe pół roku i obaliła go „nocna zmiana”, bo – słabo się o tym dzisiaj pamięta – zapobiegł utworzeniu rosyjskich spółek w dawnych bazach armii sowieckiej, na co godził się Lech Wałęsa. Lustracja tylko przyspieszyła sprawę. PiS rządził dwa lata, a arsenał propagandowy użyty przeciwko premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu przerósł wszystko, co znaliśmy wcześniej. Jego rząd poległ na postawieniu się oligarchom mającym korzenie w komunizmie i bliskie związki z Rosją. Prezydenturę Lecha Kaczyńskiego zakończył Smoleńsk, Czyli, jak wszystko wskazuje, nie zderzenie z pancerną brzozą, lecz zbrodnia przeciwko Polsce. Ale częściej niż Ulica w III RP do władzy pod hasłami prawicowymi dochodzili ludzie Przedpokoju. Ich rządy kończyły się zgoła inaczej. Wałęsa, Bielecki, Krzaklewski, Buzek, Tusk – wszyscy oni objęli rządy na fali krytyki Salonu. Wszyscy też później odnajdywali się po drugiej stronie barykady. W stosunku do wielu z nich spełniały się na nowo słowa Piłsudskiego: „Niegdyś spotykaliśmy w Polsce ludzi twierdzących, że służba dla Rosji jest równoznaczna ze służbą Ojczyźnie”. Komunistyczna zasada, iż kadry decydują o wszystkim, stosowana była w III RP konsekwentnie. Obyczajem służb specjalnych jest tworzenie
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze