Warszawski splin

Czystość intencji Z dzieciństwa pamiętam Msze św. za Ojczyznę w gdańskim kościele św. Brygidy. Nie było nas wówczas więcej niż wiernych gromadzących się dzisiaj w warszawskiej archikatedrze. W wypełnionej po brzegi świątyni uobecniał się dokładnie ten sam duch, który jednoczy uczestników kolejnych smoleńskich miesięcznic. Wtedy też ludzie modlili się w milczeniu, homilie o tym, że nie da się zniszczyć prawdy, wywoływały burzę oklasków, a przy słowach pieśni: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” setki rąk wznosiły się w geście zwycięstwa. Msze w kościele św. Brygidy były dla mnie jednym z doświadczeń formacyjnych. Nieważne, że w tłumie musieli znajdować się również esbecy, a po którymś z nabożeństw na dziedzińcu plebanii Lech Wałęsa przekonywał do „finezyjnej” rozgrywki z komunistami, starając się przekrzyczeć narastające gwizdy. Znacznie silniej zapisała się w mojej pamięci atmosfera ludzkiej solidarności, niezłomności i wiary w wolną Polskę. Czułem, że prędzej czy później ta energia rozsadzi struktury kłamstwa. Co się stało z tamtym potencjałem? Można powiedzieć, że został „finezyjnie” skanalizowany. Większość stoczniowców z kościoła św. Brygidy w III RP znalazła się na marginesie życia publicznego. Ich aktywność osłabła, została gorycz. Prawie wszyscy w jakiejś mierze daliśmy się oszukać architektom Okrągłego Stołu, z braku alternatywy głosując na Wałęsę w wyborach prezydenckich. Nie podważa to jednak czystości intencji jednoczących nas w kościele św.
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze