OBYWATEL DZIENNIKARZ

Milczenie o Katyniu, wspieranie mordowania żołnierzy AK i WiN, kampania przeciwko prof. Oskarowi Haleckiemu z 1966 r., antysemicka nagonka z 1968 r., zaszczuwanie księdza Jerzego – wszystko to była dla dzisiejszych 20-parolatków zamierzchła historia z czasów siermiężnego PRL. Nagle, w czasach Internetu i kolorowych reklam, znaleźli się w samym środku wydarzeń nie mniej haniebnych. Tak, nie mniej haniebnych: polscy dziennikarze wyrazili zgodę na zabijanie przywódców Polski. Bo niepodjęcie wysiłku sprawdzenia, czy w Smoleńsku doszło do zamachu, dokładnie to oznacza. Tuzy polskiego dziennikarstwa zademonstrowały nieczułość na argumentację rodzin ofiar Smoleńska. Pokazały jasno, że nie identyfikują się z Polakami nawet w sytuacji ekstremalnej. Zarabiają pieniądze na ich urabianiu i odmóżdżaniu, a wszelkie sugestie, że chodzi o coś więcej, traktują jak frazes. W rozmemłanej III RP można było zawsze jakoś to rozmyć, wytłumaczyć normalną demokratyczną grą, przykryć bon motem, zaciemnić erystycznym popisem. Rok 2010 stał się papierkiem lakmusowym, który wyciągnął na wierzch wszystko, co miało być ukryte. Wiem, wiem, stan mediów w wielu krajach jest mało zachęcający. Ale jednak odmowa szukania prawdy o śmierci prezydenta to nawet na tym tle coś niezwykle haniebnego. Mającego rys sowiecki.Zmieszać z błotem szukających prawdy W sytuacji, gdy wielkie media sprzeniewierzyły się swej misji, odpuszczając Smoleńsk, nieliczni dziennikarze, którzy zajęli się sprawą, stali się
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze