Trzecia kadencja Clintona

Poprzednie miesięczniki

Jego marzenia zderzyły się z twardą rzeczywistością i niebawem dostępujący inauguracji (stanie się to na stopniach Kapitolu 20 stycznia) prezydent zdał sobie sprawę, że dużo łatwiej jest złożyć obietnice zmian, niż rzeczywiście ich dokonać, przestrzegając demokratycznych reguł. Uważny obserwator dokonywanych przez Obamę nominacji do rządu i organizacji współpracujących z administracją szybko dojdzie do wniosku, że w styczniu rozpocznie się trzecia kadencja Billa Clintona, a nie pierwsza Baracka Obamy. Prezydent-elekt powynajdywał zapomniane dawno postaci z lat dziewięćdziesiątych i powołał na nowo do życia zaufanych ludzi Clintona, a z jego żony uczynił sekretarza stanu. Jak długo ten związek przetrwa, wie chyba tylko niebo. Oczywiste jest, że współpraca  Hillary – Barac nie będzie przebiegać jak po maśle. Oceniając działania prezydenta-elekta, komentatorzy przywołują postać prezydenta Lyndona Johnsona. Kiedy Johnson powołał na urząd w swojej administracji zaprzysięgłego wroga, wytłumaczył swoją decyzję tak: lepiej, gdy wielbłąd z namiotu sika na zewnątrz, niż żeby stał na zewnątrz i załatwiał się na namiot.Powyborczy pragmatyzm Żadna z dotychczasowych nominacji nie zadowoliła twardogłowej lewicy. Sądziła ona bowiem, że wybrała sobie człowieka, który zamieni Biały Dom w nowy Kreml, a następnie z nich wszystkich zrobi członków biura politycznego nowej Socjalistycznej Republiki Ameryki. Barack Obama, choć był pilnym uczniem radykała marksistowskiego Saula
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze