Zabójcza mieszanka, czyli o Lidze Republikańskiej

Nie na darmo pisarzem najchętniej czytanym przez członków Ligi był Józef Mackiewicz, który w książce „Zwycięstwo prowokacji” pytał: „Gdzie się podzieli ci indywidualiści starych czasów, ci rozczochrańcy ideowi wzywający do czynów niemożliwych?”. I odpowiadał sam sobie: „Wprawdzie po wszystkich bulwarach wielkomiejskich spotykamy dziś nie mniej, a więcej rozczochranych egzystencjonalistów, ale nie stanowią już typu indywidualnego, a raczej kolektywny; nie reprezentują zwolenników obalania tyranii, a przeważnie zwolenników zgodnego współżycia z tą tyranią”. W latach 90. ubiegłego wieku to Liga miała stać się polską odtrutką na stan opisany przez Mackiewicza.Ligę Republikańską nazywano w mediach organizacją „prawicową”, co było nieprecyzyjne. Idea Ligi – stowarzyszenia, a nie partii – to była, obok antykomunizmu i niepodległościowych tradycji, idea służby państwowej. Witajcie w świecie pułkownika Lesiaka Był 1993 rok. Nastroje wśród antykomunistów były fatalne. Niedawna „Nocna zmiana”, czyli obalenie rządu Olszewskiego, w Belwederze szalejący Wachowski, koszmarny rząd Suchockiej, inwigilacja prawicy. W rocznicę „Nocnej zmiany” – pokojowa manifestacja rozbita przez policję. Media niemal w całości działające jak bojówka WSI. Wreszcie – wybory wygrane przez SLD. Miałem wtedy 21 lat, więc dobrze pamiętam nastroje polityczne wśród studentów, czytających masowo „Gazetę Wyborczą”. Od tych z 2007 r., czyli kampanii przeciwko PiS, różniło je rozłożenie akcentów.
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze