„Sprawa Alicji Tysiąc”

Próbowanie granicy Istnieje granica między złem a dobrem. Istnieje granica między tym, co możliwe, a tym, co dopuszczalne. Nie tylko istnieje, ale – obowiązuje i zobowiązuje. Zło jest złem niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy je w konkretnej sytuacji usprawiedliwić. Rzeczy nazywać trzeba po imieniu, gdyż w przeciwnym razie zapomnimy, jak naprawdę mają na imię i co nazywają. Próbowanie tych granic jest rzeczą bardzo niebezpieczną, przesuwanie ich może zaś doprowadzić do tego, że przestaną obowiązywać. Wtedy rodzi się chaos. Alicja Tysiąc dała się chyba wmanewrować w niego za sprawą lewicowych i feministycznych doradców i doradczyń, stając się – po trosze na własne życzenie – ofiarą ich manipulacji, i odnoszę wrażenie, że to oni usiłują uszczknąć jak najwięcej na zamieszaniu, które sami wywołali. Takie „kazusy”, sprawy niezwykle skomplikowane i trudne stają się przyczynkiem do wywoływania chaosu – medialnego, politycznego czy, czego teraz doświadczamy, sądowego. Przypomnijmy sprawę z lat 70., dającą początek legalizacji prawa aborcyjnego w USA – sprawę Normy McCorvey, występującej pod pseudonimem Jane Roe, która, wspomagana przez popierających ją prawników, domagała się aborcji, choć prawo Stanów Zjednoczonych wówczas tego zabraniało. (Dodać trzeba, że dzisiaj McCorney odważnie sprzeciwia się wszelkim formom aborcji). Aborcja nie może być czymś dobrym, bo nie można dobrze zabić człowieka. Nawet jeśli prawo w jakichś sytuacjach dopuszcza ten czyn, nie
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze