Rejtan, wróg pojednania

Legitymacja? Będę musiał zastrzelić policjanta Piłsudski, Lenin, Bakunin – ta trójka proroków zabiegała o duszę młodego Pragiera. Szwajcaria, w której studiował na przełomie XIX i XX stulecia, była legendarną kolebką rewolucjonistów. W Zurychu bywali socjaliści wszystkich odmian – słowo komunizm nie było jeszcze w użyciu. Trzydziestoparoletniego Józefa Piłsudskiego przybyłego do Zurychu Pragier zapamiętał następująco: „Miał on wtedy spiczastą bródkę, był wymizerowany, niedbale ubrany, przygarbiony, mówił głosem urywanym, wstrzemięźliwie, bez władczego tonu, którego nabrał później. Działał mocno głębią przekonania, które biło mu z oczu bardzo sugestywnych. Mówił o powstaniach, że są i muszą być udziałem każdego pokolenia, dopóki Polska nie będzie wolna. Zakończył słowami: »Każde pokolenie polskie musi zdać swój egzamin, teraz przychodzi na egzamin dla was«”. A tak wspominał jedno z kilku spotkań z Leninem: „Był niewysoki, krępy, bez brody, z obwisłymi jasnymi wąsami, o żółtawej cerze, z małymi przymrużonymi oczkami, głęboko wbitymi w czaszkę”. Ta mongolska uroda nie była później eksponowana ze względów, jak powiedzieliśmy dziś, PR-owskich. W Zurychu Lenin kłócił się z Plechanowem, zaś wieczorami po takich spotkaniach Pragier spierał się z kolegami z akademika „do późnej nocy, przy hektolitrach herbaty, jak u Turgieniewa i Dostojewskiego”. Obok socjalistów byli anarchiści, na czele z Bakuninem. Boris, syn rosyjskiego popa, tłumaczył: „Jestem zawsze w
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze