Wyprawa po szkorbut

Czasem wkracza się mocniej w ten świat „Wilka i zająca”, gdy człowiek dowiaduje się, że „Po zwycięstwie Rewolucji Październikowej w Związku Radzieckim stosunek do zagadnień polarnych uległ gwałtownej zmianie”. To piękne. „Po raz pierwszy zagadnienia polarne urosły do roli ważnych zagadnień państwowych”. Tak, to ważne. Nowi mecenasi nauk, włodarze państwa radzieckiego, mądry Lenin i w ogóle dzielni panowie o dziwnych bajkowych imionach dobrze robili.

Gdyby nie oni, literatura na kraciasty kocyk byłaby znacznie skromniejsza. Owszem, wyprawy Barentsa. To ciekawe było. Też przeciwieństwa, szkorbut i śmierć w lodzie. Ale to dawno było, a poza tym resztki po tej wyprawie znaleźli i tak uczeni radzieccy.
A więc dlaczego? Na to pytanie odpowiada nam cytowany w książce B. Gorbatow: Polarnicy „Nie chcieli godzić się z niczym, ani z przyrodą, ani z niewygodami; postanowili pokonać je. Lód? – Rozpychali go łamaczami. Samotność? – Dźwignęli pod niebo maszty radiostacji. Niewygody? – Zbudowali obszerne domy, szpitale, cieplarnie...” Tu lektura zmusza dziecko do zastanowienia.

Nie, mnie się to nie podobało. Przecież wiadomo, że na północ trzeba płynąć po przygody, a nie do cieplarni. Po szkorbut, a nie po to, by budować szpitale.

A jednak, radzieckich uczonych pociąga nie tyle szkorbut, ile własna baza. Radzieckie państwo potrzebuje przestrzeni, a nie przygodowych historii. Tu pragnienia dziecka idą na przekór radzieckiej władzy i uczą zdrowego antybolszewizmu.

Uczeni jednak zdają się dziećmi w jeszcze większym stopniu. Czesław Centkiewicz, wielce zasłużony polarnik, kierownik pierwszej polskiej wyprawy polarnej jeszcze w latach 30., autor książek, które poruszały moją wyobraźnię, ze spokojnym głosem, jak oczywistość, przekonuje mnie, że tu chodzi wyłącznie o wartości humanistyczne, a nie o budowę potęgi militarnej radzieckiego państwa.

Nasz polarnik pisze o walce człowieka z przyrodą i naprawdę w to wierzy....
[pozostało do przeczytania 32% tekstu]
Dostęp do artykułów: