DESTYLAT MEDIALNY: PREZYDENT LECH KACZYŃSKI

Wykres obrazujący poparcie dla prezydenta Kaczyńskiego od 1995 r. jest poszarpany jak łańcuch górski. Po wyborach prezydenckich w październiku 2005 r. stosunek do prezydenta-elekta niemal od razu zmienił się z ufności w nieufność. Koniec 2008 r. wyznaczył minimum zaufania (niecałe 30 proc.) i maksimum nieufności (niemal 60 proc.). Jak to wytłumaczyć? Sondaże te wyrosły z przestrzeni kulturowo-symbolicznej, która jest w dużej mierze kształtowana przez media. Kontakt przeciętnego Polaka z prezydentem Kaczyńskim zawsze był zapośredniczony medialnie. Oto elementy składowe „medialnego” Lecha Kaczyńskiego w trzech odsłonach: po wyborach prezydenckich w październiku 2005 r., po jego wizytach w Gruzji (sierpień i listopad 2008 r.) oraz po tragedii smoleńskiej, wydestylowane z zawartości protagonistów medialnego mainstreamu.Medialna nagonka 2005-2008 Bezpośrednio po wyborach w październiku 2005 r. media złożyły gratulacje prezydentowi-elektowi, doceniając wolę wyborców i życząc mu jak najlepiej: „Wiemy więc, że Lech i Jarosław Kaczyńscy nie należą do polityków nieodpowiedzialnych, że mają silne poczucie państwowości i przywiązania do wartości, że potrafią też bywać pragmatyczni” – pisała Janina Paradowska („Polityka” 43/2005). Zanim jednak prezydent (jak i rząd koalicyjny PiS) zaczął realnie sprawować władzę, dyskurs przyjął ton prewencyjnej histerii wokół idei IV RP, która: była tworem zwolenników teorii spiskowych (prof. M. Król, „Polityka” 46/2005); oznaczała
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze