THE DAY AFTER ...

„The day after...” – taki tytuł nosił film, który obejrzałem jako starszy nastolatek, u progu transformacji PRL w Ubekistan. A film był o tym, jak wyglądać będzie ziemia zniszczona imperialistycznym atakiem nuklearnym. To znaczy, może nie tyle imperialistycznym wprost, bo te rakiety, które w filmie zniszczyły Stany Zjednoczone Ameryki – miejsce akcji – były sowieckie, a nie imperialistyczne, ale, jak łatwo się domyślić, była to proporcjonalna reakcja na atak amerykański, nawet jeśli wyprzedzająca. Oglądało się ten film z wypiekami na twarzy, ale w poczuciu, że do zbiorowego samobójstwa ludzkości jednak nie dojdzie. I chyba słusznie, bo po co atakować rakietami nuklearnymi ludy, które entuzjastycznie się do sowieckiego raju przyłączą dobrowolnie? A jeśli nie ludy en masse, to w każdym razie rządy ludowe. *** Ojciec Święty Jan Paweł II pisał wiele o demokracji, która wyzbyta wartości, stacza się w totalitaryzm. Szkoda, że bliskie, nie ma co ukrywać, związki Ojca Świętego z katolicyzmem przesłoniły intelektualistom fakt, że dokonując oceny współczesnej demokracji, Jan Paweł II wypowiadał się nie tylko jako głowa Kościoła, ale jako filozof, Polak i bystry obserwator życia społecznego. Jako polityk, bo każdy dojrzały Europejczyk jest politykiem, albo powinien nim być, chyba że (za Platonem) jest bogiem albo... idiotą. A skoro już padł ten ostatni epitet, to nie mogę – tu przepraszam wszystkich o pokolenie młodszych, w stosunku do których podana za chwilę konstatacja nie znajduje
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze