THE DAY AFTER ...

„The day after...” – taki tytuł nosił film, który obejrzałem jako starszy nastolatek, u progu transformacji PRL w Ubekistan. A film był o tym, jak wyglądać będzie ziemia zniszczona imperialistycznym atakiem nuklearnym. To znaczy, może nie tyle imperialistycznym wprost, bo te rakiety, które w filmie zniszczyły Stany Zjednoczone Ameryki – miejsce akcji – były sowieckie, a nie imperialistyczne, ale, jak łatwo się domyślić, była to proporcjonalna reakcja na atak amerykański, nawet jeśli wyprzedzająca.

Oglądało się ten film z wypiekami na twarzy, ale w poczuciu, że do zbiorowego samobójstwa ludzkości jednak nie dojdzie. I chyba słusznie, bo po co atakować rakietami nuklearnymi ludy,...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: