SZKOŁA MA UCZYĆ

Minęło niedawno 10 lat od słynnej reformy oświaty autorstwa Mirosława Handkego. Ocenia ją Pani jako sukces czy porażkę?

Jako porażkę. Większość środowiska nauczycielskiego spodziewała się po reformie realizacji dwóch celów: unowocześnienia oświaty i oczyszczenia jej z naleciałości ideologicznych dawnego okresu oraz wyrównania szans edukacyjnych młodych Polaków. Efekty są katastrofalne.

Nie jest nowocześniej?

Kluczem zarówno do unowocześnienia systemu edukacji, jak i do wyrównania szans uczącej się młodzieży, miało być wprowadzenie systemu gimnazjów, wzorowanego na modelu zachodnim. Według twórców reformy z 1999 r., to właśnie gimnazja miały być placówkami świetnie wyposażonymi, ze znakomitą kadrą nauczycielską. Tu miały być niwelowane różnice po etapie nauki w szkole podstawowej. Szybko okazało się jednak, że nauczyciele w gimnazjach to przeważnie kadra z podstawówek, często nauczania początkowego po przekwalifikowaniu się na przedmiotowców. Jeśli chodzi o wyposażenie, to różnice między poszczególnymi gimnazjami są tak ogromne, że śmiało można powiedzieć, iż nierówności społeczne znacznie się powiększyły.

Ostatnio ukazał się raport naukowców z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, poświęcony uczniom tych placówek. Oto fragment: „Kontakt z narkotykami miało 5 proc. uczniów I klas, 10 proc. uczniów klas II i 17 proc. uczniów klas III [...] Upiło się w ciągu ostatniego roku: 12 proc. uczniów I klas, 24 proc. uczniów klas II i 36 proc. uczniów klas III”.

Nie jest to odkrycie Ameryki, skala patologicznych zjawisk w gimnazjach jest znana od początku ich istnienia. Tyle że temat szkół gimnazjalnych znajdował się przez długi czas na indeksie. Po pierwszych opracowaniach naukowych, krytycznie oceniających konsekwencje wprowadzenia gimnazjów, okazało się, że problematyka ta nie jest poprawna politycznie i przez długi czas żadne badania poświęcone temu...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: